Bursztynowy Szlak Rowerowy
Data: 15.02.09
Autor: XCMTB
Kategoria: Szlaki rowerowe

Dnia 27.09.2007 wyruszyliśmy wraz z TopMapą na Bursztynowy Szlak Rowerowy. Pokonaliśmy łącznie 110 km przy średniej prędkości 25 km/h. Jechaliśmy z Ostrowa Wielkopolskiego, poprzez Ostrzeszów aż do pod Kaliskiego Stawiszyna. Urozmaicona trasa i piękna architektura to główne atuty jakie napotkaliśmy na tym szlaku.
Wiszący nad nami deszcz nastawił nas wręcz bojowo do pokonania tej trasy. Na całe szczęście jednak deszcz nie spadł, a momentami przejaśniało się i raz po raz widoczny był na szosie nasz cień. Ustaliliśmy, że pojedziemy do Ostrowa Wielkopolskiego z Dworca Głównego w Poznaniu. Na pociąg zdążyliśmy w sam raz, nie było dużo pasażerów tak więc mogliśmy sobie zająć wolne miejsce i przez kolejne 2 godziny jeszcze dokładniej zaplanować trasę.
Gdy znaleźliśmy się w Ostrowie Wielkopolskim zauważyliśmy dosyć skromny dworzec PKP. Pytając się o drogę do Ostrzeszowa znaleźliśmy się na odpowiednim odcinku (droga krajowa nr 11) i w niedługiej chwili byliśmy już w miejscu gdzie rozpoczyna się Bursztynowy Szlak Rowerowy. W tym momencie przejechane mieliśmy na rowerach już 25 km. Od razu natknęliśmy się na charakterystyczne oznakowanie trasy, które to stanowiły metalowe tabliczki o wymiarach 20x20cm.
Już w Ostrzeszowie widać było co nas czeka w dalszych odcinkach trasy: gotyckie kościoły, średniowieczne ratusze, szlacheckie zamki czy przepiękne pomniki, które upamiętniają ważne wydarzenia danej gminy czy miejscowości. Naprawdę jest na co popatrzeć a to przecież początek trasy. Już za Ostrzeszowem napotykamy się na bardzo przyjazny rowerzystom odcinek szlaku prowadzący w kierunku miejscowości o charakterystycznej nazwie – Mikstat. Dosyć mała miejscowość ale jakże rozbudowana pod względem architektury szczególnie tej zabytkowej. Tutaj też zatrzymaliśmy się na chwilę aby uzupełnić zapasy jedzenia. Obkupiliśmy się w banany czy batony, popiliśmy to wodą i ruszyliśmy dalej przed siebie.
Pełni chęci zobaczenia dalszej trasy zatrzymaliśmy się w Kotłowie gdzie napotkaliśmy na przepiękną panoramę która ukazała nam dolinę Prosny i Baryczy. Napawając się na panoramę zjechaliśmy z pełną prędkością po szutrowym zjeździe zostawiając widok za plecami i rozkoszując się dalszą jazdą. Słońce wyszło na moment zza chmur. Prognozy telewizyjne jak zwykle się nie spełniły, na całe nasze szczęście. Następna miejscowość jaka przywitała nas z otwartymi ramionami to Ołobok.
Tutaj też zatrzymujemy się przy niezwykłym kościele św. Jana Ewangelisty i wykonujemy pamiątkowe zdjęcie. Wsiadamy z powrotem na rowery i jadąc szosą po dłuższej chwili zauważamy po naszej lewej stronie przepiękne pole słoneczników, które to zatrzymało nas zachęcając do zrobienia kolejnej fotografii. Jadąc z wiatrem, czując słońce na plecach jedziemy dalej. Po drodze typowo wiejski plener - traktory orające pola, zapach świeżego obornika unoszonego przez widły rolnika, czy widok dymu palonego skupiska słomy i różnych zebranych z ogrodu liści. To jest powód dla którego tutaj jesteśmy. Myśląc o tym co przed chwilą zobaczyliśmy docieramy do Kalisza – jest to za Poznaniem druga miejscowość pod względem wielkości w Wielkopolsce.
Przekraczamy tory kolejowe które są swoistą bramą do miasta ponieważ odtąd już zaczyna się ruch miejskich autobusów i samochodów osobowych. Jadąc wyznaczonym szlakiem mijamy takie budowle jak Kaliski Ratusz czy Katedra św. Mikołaja, przejeżdżamy także przez most Bursztynowy, z którego zjeżdżamy w dół i kierując się wzdłuż rzeki Prosna docieramy do Nędzerzewa. Tutaj mamy jeszcze tylko kawałek trasy aby znaleźć się na końcu naszej rowerowej przygody. W Stawiszynie zatrzymujemy się, chwilkę odpoczywamy i wracamy do Kalisza gdzie mamy dogodny przejazd pociągiem z powrotem do Poznania.
Tutaj czeka nas niemała niespodzianka. Do Kaliskiego Dworca PKP dojechaliśmy o godzinie 17:20, odjazd planowany jest na godzinę 17:43. Z powodu, że byliśmy bardzo głodni zamawiamy obiad na samym dworcu. Posiłek położyliśmy na stół o godzinie 17:35 czyli zostało nam 5 minut na najedzenie się do syta gdyż trzeba będzie jeszcze zdążyć na odpowiedni peron. Jeszcze nigdy w życiu nie jedliśmy obiadu tak szybko. Gdy z talerzy prawie wszystko zniknęło pojawiła się godzina 17:41. Pomyśleliśmy, że nie zdążymy ale warto spróbować.
Szybko biegniemy wraz z rowerami i patrzymy na zielony „lizak” mówiący o gotowości pociągu do odjazdu. Przed nami jeszcze otwarte drzwi pociągu … Słyszmy sygnał do odjazdu i cudem udaje się nam wskoczyć do środka. Drzwi prawie przytrzasnęły nam nogi. Ale udało się, i szczęśliwi jak nigdy siadamy i opowiadamy sobie o przeżyciach przeglądając zdjęcia i raz po raz podśmiechując się głupio.
Bilans z trasy:
| Dystans: |
Czas: |
Poziom: |
| 110 km |
4:50 h |
łatwy |
Miejscowości:
| Ostrów Wielkopolski - Ostrzeszów - Mikstat - Żydów- Kalisz - Stawiszyn |